PS4

Destiny Rise of Iron

7 Paź , 2016  

Destiny Rise of Iron to już czwarty dodatek od Bungie, który swoją premierę miał 20.09, którego miałam okazję zagrać już tydzień po premierze. Kiedy piszę te słowa osiągnęłam 353 lighta.

Winter is coming – to wciąż ta sama gra, ale nieco inna stylistycznie

Czyżby ekipa z Gry o Tron wzięła się za robienie gier w Bungie? Wśród śnieżnych szczytów trafiamy na zamknięta strefę „za murem” gdzie jest wielkie niebezpieczeństwo. W otoczeniu wilków dołączamy do „straży”. Do tej strefy przedzierają się Fallen, którzy tą siłę chcą wykorzystać (no jasne:). Oczywiście mamy za zadanie nie dopuścić do tego i w trakcie kampanii wybijamy ich na proch. Pamięta ktoś wątek Pana Johna Snow?

Destiny Rise of Iron

*… i ma wilka, który nazywa się Duch czyli Ghost, kumacie?

Być może trochę gubię się w tych domysłach, ale co jak co jak dla mnie jest sporo analogii 🙂 Przy zakładaniu nowego wyposażenia przypominamy żeńską wersję Pana Snow. Przy wymianie na wyższy light (tym razem maks to 385 light) przybędzie wam nieco futerka i elementów pancerza łączonego z garbowaną skórą. Średniowieczne inspiracje są dosłownie wszędzie. W jednym momencie nawet zostajemy przysłowiowo pasowani na rycerza, otrzymując miecz od Lorda Saladina. Dzięki niemu stajemy się godni 🙂

Ale wracając do wątku głównego. Gdzieś na dotąd nieznanej strefie „za murem” weterani poświecili swoje życie utrzymaniu niebezpiecznego wirusa SIVA w strefie zamkniętej, tym samym poświęcili za to swoje życie. Siva to takie małe nanotechnologiczne czerwone wirusy, przypominają trochę czerwony pył, przynajmniej tak jest wizualizowany w grze. Cosmodrome zostaje obrośnięty kłączami wirsua i prezentuję się całkiem nieźle w zawiejach śnieżnych. Sama kampania nie jest zbytnie uciążliwa i zajęła nam mniej więcej dwa – trzy wieczory po których pojawia się nowa lokalizacja patroli Plaguelands. O ile misje PvE są krótkie, treściwe i satysfakcjonujące, to z późniejszymi questami nie ma tak z górki. Ewidencje wszystkich postępów możemy odznaczać już w złotej książeczce od Lorda Saladina.

Destiny Rise of Iron

Destiny Rise of Iron

Plaguelands – partole, zbieranie, szukanie i wybijanie

Wraz z nowym dodatkiem zostajemy obsypani questami (na nowe egzotyki, artefakty itd.). Wiele z nich zmusi nas do intensywnego przeszukiwania terenów patrolowych. Obszar jest pełen nowych znajdzików i wydaję się bardzo dobrze wykorzystany. Przestrzeń mnie osobiście zachęciła do głębszej eksploracji. Mam świadomość, że dla niektórych taki element wyda się zbyt obszerny i granie w takim trybie będzie zbyt nużące. Choć ja należę do graczy tego gatunku dla których Destiny zostało grą do szlifowania umiejętności, a nie zaskakiwania (poprzednio wyzbierałam ghosty, fragmenty itd.). Dlatego pewnie zachwycam się na każdym kroku i próbuję znaleźć jakieś ciekawe niespójności w otoczeniu, ale nie jest łatwo.

Nowe szybkie tryby arena Archon’s Keep (PvE), Supremacy (PvP), Private Match (PvP)

Dla tych mniej cierpliwych zostały przygotowane dwie opcje jedna PvE bardzo podobna do Court of Oryx. Tym razem odpalamy arenę kluczykiem (Splicer Key) walczymy na czas w różnych konfiguracjach wrogów. Lokalizacja znajduję się na nowej mapie patrolowej. Właściwie wszystko bardzo podobnie jak w Court. Drugi tryb to 6v6, w którym po zabiciu zostają tak zwane cresty – kostki niebieskie lub czerwone, nasze lub przeciwnika, które zbieramy w rywalizacji na punkty. Cały myk polega na tym, aby zdążyć je zebrać i nie zginąć lub zwabić przeciwników w przygotowaną zasadzkę. W praktyce w trakcie meczu zbieramy kostki poległych z naszej drużny oraz przeciwników. Wygrywa drużyna z wiekszą ilością punktów. Pierwszy obecnie trwający Iron Banner został oparty właśnie o ten tryb.  Wygrywając mecze wybijamy reputację od 1 do 5, im wyższa, tym większa szansa na dostanie świeżynki z edycji wydarzenia. Do dyspozycji mamy również prywatne mecze, które są całkiem fajnym rozwiązaniem na treningi i rozwiązywanie sporów… Logujemy się, zapraszamy i polujemy – kto pierwszy ten lepszy.

To grać czy nie grać?

Czwarty dodatek jest z pewnością warty uwagi. Świat Destiny Rise of Iron jest bogaty, piękny i budowany konsekwentnie. W całości gra nie straciła ani grama. Wciąż jest tym samym dobrym Destiny. Może zawartość dodatku nie jest zbyt obszerny to nie przepłacisz na niej ani złotówki. Mimo, że dodatek rewolucji nie wprowadził to myślę, że wielu stałych graczy się nie zawiodło. Póki co jestem zadowolona z odkrywania nowych lokalizacji, wspinaniu się powoli do maksimum lighta czy testowaniu nowych egoztyków w nowym trybie PvP.

*Pisane z myślą dla tych wszystkich, którzy zetknęli się już z poprzednimi dodatkami, wciąż czeka mnie Raid, ciąg dalszy nastąpi.

Jak się gra sami zobaczcie, kamera Kamil & Neska

Komentarze

, ,