PS4

Assassins Creed Syndicate. To był cios.

7 Mar , 2016  

O Assasynie słyszałam już ładnych parę lat temu. Zanim Kamil przyniósł  PS4, kojarzyłam świetnie trailer z dobraną muzyką od Woodkida w Revelations, Unity czy Sigur Ros do Black Flag.

Wraz z pojawieniem się nowej części stwierdziłam, że to jest idealny moment, aby przetestować skradanki od Ubisoftu. Byłam pełna nadzeii i oczekiwań. Niestety tym razem nie było tak różowo, to był cios.

Trudno mi stwierdzić, czy ta ostatnia część odstaje na tle pozostałych, bo jest to mój pierwszy AC (szczerze was uprzedzam), ale z pewnością poszło coś nie tak, jak powinno w Syndicate.

Moje pierwsze podejście zakończyło się po godzinie…

AC

Trafiłam do brudnego wiktoriańskiego Londynu, który nie jest tak pięknie brudny jak w The Order 1886, mimo że jest tylko 18 lat różnicy (AC dzieję się w 1868 r.). O historii nie można zbyt wiele opowiedzieć poza tym, że przybyliśmy, aby uwolnić cierpiącą od ucisku klasę robotniczą. Fabularnie grałam na przemian jednym z bliźniaków – raz Jacob, raz Evie Fyre, którzy wyróżnią się nadzwyczajną zwinnością w skokach po budynkach, chowaniem w zaułkach i skrytobójstwem. Z początku musiałam się przestawić na specyficzną mechanikę. Na PS4 pod „X” są jednocześnie skoki i zakładanie kaptura do skradania. No tak, wszystko byłoby do przyzwyczajenia, gdyby nie to, że obszar, z którego możemy wykonać skok jest zaprojektowany niekonsekwentne. Raz z jednej krawędzi możemy wykonać skok, a raz nie. Prawa krawędź ok, lewa już nie, a nic nie stoi na przeszkodzie. W moim przypadku powoduje to ciągłe komiczne gimnastykowanie postaci przez zakładanie kaptura. Ale ok, nie poddaję się.

cios

Zniechęcona mechaniką pozwoliłam sobie nieco dojrzeć do AC. W między czasie całe szczęście wyszedł AC Chronicles India. Tytuł barwny w 2D z serii małych Assasynów. Chronicles India uratował sytuację. Piękny, kolorowy, z podobnymi błędami  przekonał mnie, że AC nie jest takie do skreślenia. Ma swój specyficzny urok. Spodobał mi się nawet skok wiary, to skok z wysokości do kosza pełnego płatków kwiatów. Po paranastu misjach oswoiłam się ze specyficzną mechaniką. Ale o Chronicles India dokładnie będzie kiedy indziej.

Wtedy przyszedł czas na drugie podejście  do dużego AC Syndicate.

Przy tej próbie piękne płatki z India zamieniłam na gnijące liście w zagrodach gdzieś w Londynie. Znowu, ale nastawiona pozytywnie. Teraz poczuję jakie to fajne. Nauczyłam się omijać największe błędy, ale nadal nie dawały mi spokoju szczegóły. Dlaczego zagrody z liśćmi pojawiają się nawet w miejscach, gdzie prawie nie ma drzew? Dlaczego skaczę z 10 pięter i nic mi nie jest? To był mały problem, większy pojawił się później. W tym przypadku przewidywalne misje według ustalonego klucza zaczęły już porządnie nudzić. Gdy wiem, że aby dojść do „A” trzeba iść najdłuższą drogą jaka jest tylko możliwa. Najczęściej ta po najwyższych punktach. W momencie osiągnięcia celu najczęściej dana postać umyka nam sprzed nosa. I tak w kółko. Rozgrywka jak dla mnie traci cały czar. Przy tym pojawiło się jeszcze więcej błędów. Misje w których nie ma nożyków do rzucania, które są kluczowe, a których nie możemy zdobyć (pstryk, uruchom ponownie), zawieszenie się w przestrzeni (pstryk, uruchom ponownie), do tego niewidoczni przeciwnicy, dziwne zachowania przeciwników itd.

giphy (2)

Gra wyszła jesienią 2015 r. moje próby zakończyłam w marcu 2016 r. Gry nie skończyłam i nie wiem czy mam czas na kolejną próbę. Uważam, że to bardzo niefajne, gdy błędy wiszą nadal i nie wypusza się łatki ignorując użytkowników. Zapomina się o tych, którzy z AC mają do czynienia pierwszy raz. Spodziewam się, że fani nadal nimi zostaną wspominając inne części. Z punktu widzenia wielkiego studia z pewnością liczy się dochód, a potem jakość. To mimo wszystko jak dla mnie to jest zmarnowany potencjał, który mógł zadziałać, a przez ignorancję przekreślił pracę wszystkich tych, którzy w grę włożyli kawał serca.

Poniżej ja vs. AC 🙂

giphy (4)

Gify z giphy.com

Komentarze

, , ,