lifestyle

Pillars of Eternity nowa klasyka

21 Paź , 2017  

Pillars of Eternity spodobała mi się na tyle, że przekonała mnie do wyjścia z konsoli przed komputer.

W przypadku Pillars of Eternity wypróbowałam grę zarówno pod Windowsem jak i Mac OSem. Przyzwyczajona do pada w dłoni z początku klawiatury nie używałam prawie wcale, na czym złapałam się później. Skróty to bardzo ważna rzecz, zdążyłam już zapomnieć, kiedy ostatnim razem grałam na PC (może z 10 lat temu?). Pillars przywołało ciepłe wspomnienia z godzin spędzonych przy Badlur’s Gate i Icewind Dale, zapewne nie tylko w moim przypadku. Osób dzielących tą nostalgie było na tyle, że udało się zebrać fundusze na jej powstanie przez Kickstartera. Ponad 77 tys. osób wsparło projekt, aby ujrzał światło dzienne. I udało się. Z mojej perspektywy to super fajna sprawa i budzi mój wielki szacunek. Sprawdźcie ile osób, lat i środków potrzebowało np. Diablo III. Dlatego koło Pillars of Eternity nie mogłam przejść obojętnie i chciałam zobaczyć na własnej skórze jak im wyszło.

Pillars of Eternity nowa klasykaPillars of Eternity nowa klasyka

Po krótce…

PoE to cRPG ze starym starej szkoły: widok izometryczny świata fantasy, przepiękne malowane portrety postaci, zmuszająca do myślenia zagadki oraz rozgrywka pełna niebanalnych dialogów. Wydawało mi się, że wiem co zastanę i będzie to dla mnie gra przyjemna, acz nie porywająca. To są te rodzaje gier, kiedy chcesz miło spędzić czas, ale masz go dużo. O czym utwierdziłam się przy kreowaniu postaci. Na tym etapie trzeba podjąć bardzo wiele decyzji. Możliwości i kombinacje nieco mnie przerosły i próbowałam grać tym z czym nie miałam do czynienia do tej pory. W efekcie grałam dwoma: najpierw boską księżycową druidką, co zmienia się w niedźwiedzia i później łatwiejszą postacią wojownika. Dlaczego łatwiej? Zbierając drużynę pierwszy jest mag, a ja spodziewałam się, że pierwszą postać jaką spotkam będzie jakiegoś pokroju siłacz, tak jak w Diablo czy Inkwizycja Dragon Age. I tym sposobem nie miałam nikogo na pierwszą linie. Moja pierwszą kompanią byli mag, druid, kapłan, pieśniarz i łowca. Musiałam to przemyśleć raz jeszcze, bo przechodzenie gry w ten sposób to dość niespotykane połączenie.

Sztuka sejwowania

W trakcie walki co prawda pojawiały się dość fajne efekty wizualne, tak mnie rozpraszały, że często umierałam. W tym wypadku dobrze jest zapisywać grę jak często się da. Nigdy nie wiesz co czai się za rogiem, a nawet dobrze rozegrana walka nie gwarantuję wygranej, gdyż postaci robią czasem niespodzianki, a nie to co chcemy. Trzeba uważać na wąskie przejścia i przeszkody w terenie, gdyż członkowie drużyny czasami nie potrafią wysunąć się na pierwszą linie i potykają się o siebie. Do tego rozstawiać najlepiej z różnych stron, bo jak rzucamy czary naszych też razi i można sobie strzelić w kolano. Ponadto ważne, aby wszystkim postacią dać polecenia, bo bez tego ani rusz, choćby wróg atakował, sami nie ruszą do boju, co może czasami nieźle irytować. Z tym wszystkim idzie sobie jakoś poradzić, gdy przemierzasz przez kolejne bajkowe krainy, które zapierają dech w piersiach.

 Pillars of Eternity nowa klasyka

Za co lubię w Pillars of Eternity?

Cóż.. Krajobrazy są przepiękne. Dialogi bogate i interesujące, a w nich historie, które mają charakter. Dobrze dobrana muzyka, nie drażni nawet po kilkudziesięciu godzinach. Można osiąść w warowni, można robić fabułę lub zadania bohaterów. Gra cieszy oprawą, a nie intensywnością wrażeń. Pillars of Eternity posiada kilka drobnych wad, ale całe szczęście nie odejmuję jej to zbyt wiele. Warto w nią zagrać gdy posiadasz nieco więcej czasu, aby docenić, że dobre gry nie muszą być zbudowane na mocnych emocjach i super efektach specjalnych.

Komentarze