lifestyle

Owlboy – recenzja

29 Gru , 2016  

Po 9 latach ujrzała światło dzienne platformowa gra przygodowa Owlboy od studia D-Pad.
To bardzo długi okres, w porównaniu do innych gier, dla kontrastu na przykład kilka dni temu pierwsze Diablo świętowało 20 lecie. W tym czasie ukazały się już trzy części serii. Trochę rozumiem, dlaczego tak się stało. Przy tworzeniu gry pracowało tylko dwóch programistów, grafik, projektant poziomów i kompozytor. Skromny zespół poradził sobie również ze napisaniem scenariusza i promocją gry. Wszystko od A do Z, jestem pełna podziwu dla uporu.

Owlboy zabiera nas prosto do chmur

Główny bohater jest dorastającą sową o imieniu Otus. Wraz ze sowią społecznością mieszka na lewitujących skałach gdzieś na niebie. Jest nieco niezdarny i płochliwy, ale zarazem pełen entuzjazmu i zapału. Pewnego dnia pojawiają się najeźdźcy, podniebni piraci. Decyzją starszyzny, Otus jest jedyną nadzieją na ratunek. Wraz ze swoim najlepszym przyjacielem Geddy wyrusza w niebezpieczną podróż, aby ich powstrzymać. Piraci szukają potężnej mocy i niszczą wszystko na swojej drodze. Do Otusa i Geddiego dołącza pirat, dezerter Alphonese i wspólnie próbują powstrzymać tragedie i dowiedzieć jakie naprawdę skrywają plany piraci.


Nauka latania, nauka spadania

Otus, jak to sowa, może latać i głównie w taki sposób porusza się po poziomach gry. W locie może chwytać, przestawiać i rzucać różnymi obiektami Gdy unosi w powietrzu jego kompanów może korzystać z ich broni. Gdy nosi Geddiego ma możliwość celowania i strzelania kulkami z jego flinty. Za to gdy nosi Alphonese strzela ognistą chmurą na krótki dystans. Jeżeli para zostanie zraniona przez wroga, natychmiast rozdziela się i spada na ziemie. To właśnie powoduje, że nie jest to typowa platformówka, ale ma elementy RPG.


Różnorodne umiejętności sowy, a często ich połączenie są niezbędne do przedostania się dalej. Miejsca do których docieramy mają często postać labiryntów z różnymi zagadkami. Zdarza się, że czasami musimy wrócić, aby znaleźć wyjście. Możemy też trafić do sali z bossem, w której zablokowane są wszystkie wyjścia, dopóki go nie pokonamy. Na każdy rozdział przypada średnio kilka takich pomieszczeń. Było dla mnie zaskoczeniem, że pojawiają się oni tak często. Pod tym względem plansze budową przypominają stare gry, jak chociażby Mario. W stosunku do gry z lat osiemdziesiątych jest o wiele bardziej urozmaicona i zdecydowanie trudniejsza. Całe szczęście „odradzamy się” nieograniczoną ilość raz, po każdej porażce zaczynamy w ostatnim punkcie kontrolnym.

Hi-bit pixel art

Grafika Owlboy jest naprawdę ciekawa. Z jednej strony wygląda jak retro, tylko ładniejsze. Stylizowana na grę jak ze SNESa, ale dopasowana do idealnego wyświetlania na ekranach 16:9. Detale są bardzo pieczołowicie dopracowane, można na nie patrzeć bez końca. Najbardziej spodobała mi się urocza, zarumieniona Pani Sowa. Właściwie każda jest małym arcydziełem, nawet poboczne postacie mają swoją charakterystyczną mimikę. W efekcie dialogi czyta się z zaciekawieniem, a przerywniki nie wieją nudą, jak zazwyczaj przy platformówkach.



W gruncie rzeczy według mnie Owlboy to pełna humoru gra przygodowa, bardziej niż wyścig po poziomach. Polecam wszystkim tym, którzy lubią wymagające gry w oldschoolowym klimacie. Mnie Owlboy wciągnął bez reszty, na plus przede wszystkim piękna oprawa wizualna, ciekawe dialogi i historia, czasami tylko zniechęcałam się w problemach z opanowaniem mechaniki (naturalnie jestem przyzwyczajona do pada). Grę przechodziłam na PC (link do gry znajdziecie tutaj), ale twórcy zapowiadają, że również planują wersję na konsole najnowszej generacji.

Komentarze