lifestyle

Gry to nie strata czasu

20 Lut , 2015  

Jako dziecko miałam to szczęście grać w gry na kadriżach do Pegasusa. Potrafiliśmy z moim bratem spędzać godziny przed telewizorem. Przemarzałam wtedy na kość, będąc w samej piżamie. Rodzice chcieli pospać nieco dłużej w weekend, więc nam nie zabraniali. Dobrze to teraz rozumiem. Daliśmy im trochę odetchnąć. Wiem jak gry potrafią być angażujące. Jako dzieciak nie wpadłam na to aby odrywać się od gry nawet na chwile mimo niedogodności. Idzie się zapomnieć. Granie w nawet najprostszą grę wymaga stałego zaangażowania, logicznego myślenia oraz przestrzegania zasad gry aby iść do przodu. Z wiekiem im dłużej grałam tym lepiej wiedziałam, kiedy trzeba przestać i zabrać się za coś pożytyczenego. Tak mówili. Zaplanować sobie czas na obowiązki i rozrywkę. Już jako dziecko starałam się wyprzedzać „ale” rodziców. Odbębniałam z rana co trzeba, zabierałam śniadanie i wskakiwałam szybko w ubrania. Najlepiej żeby łóżko było już pościelone. Tylko to stawało na drodze. Całe szczęście rodzice nie usiłowali ingerować w to co gramy tylko byli obok przyglądali się od czasu do czasu.

Gdy już w domu pojawił się komputer całą rodziną graliśmy w Heroes of Might&Magic, najpierw w I potem aż do III. Wychodziliśmy nawet z pokoju na rundę gracza. Planowaliśmy kilka kroków naprzód, jak budować, rozwijać się, odkrywać i atakować…. Jak dla małego człowieka to nie lada wyzwanie przyswoić i pamiętać o wszystkim. Udzielaliśmy sobie rad i wspólnie omawialiśmy co poszło nie tak w razie porażki. To najtrudniejsze,  nauczyłam się przegrywać ( do dziś niektórzy dorośli mają z tym problem 😉 W tej grze młody czy dorosły – nie miało znaczenia, wszyscy są sobie równi. O dziwo, to dzieciaki mają większą frajdę pokonując dorosłych, bo liczy się dobra zabawa, nawet przy porażce potrafią wyciągnąć coś dla siebie.

W każde wakacje odwiedzaliśmy salony gier. Wydałam morze żetonów na Tekkena, była to wtedy moja ulubiona gra. Jednak cokolwiek nie robiłam mój brat był lepszy. Później do tego dochodziło, że do mojego brata przychodzili koledzy, aby popatrzeć jak gra np. w Counter Strike’a. Pilnie trenował i umawiał się ze swoją ekipą. Przez gry zyskał nowe znajomości, które przetrwały do dziś. Pierwszy raz zaangażował się tak, że to już nie była tylko sama rozrywka. I wyrósł z niego normalny, fajny facet, który nie ma ochoty wyjść z domu rozstrzelać innych.

Dla mnie granie w dzieciństwie i później to fajne wspomnienia. Nie dajcie się omamić przesądom na temat grania. Nie odbierajcie swoim dzieciom tych chwil, pozwalajcie im grać.

foto: RyanXP / photo on flickr license CC

Komentarze

, , , , ,