geek

Super Better. Motywacja przez gry, dlaczego to nie działa

16 Sie , 2017  

Na wakacjach udało mi się skończyć książkę Super Better. Życie to gra, naucz się wygrywać Jane McGonigal. W ogólnym ujęciu jest to poradnik motywacyjny przeplatany praktycznymi zadaniami. Na 400 stronach autorka usiłuję nas przekonać, że jej metoda pomoże nam lepiej radzić sobie z problemami i stawiać czoła wyzwaniom dzięki metodom grywalizacyjnym.

Oto kilka metod:
– zbuduj przekonanie o byciu protagonistą -> jesteś bohaterem własnej opowieści, kowalem swojego losu
– rozpocznij walkę z czarnymi charakterami -> próba identyfikowanie zagrożeń, nazywanie ich
– wyrusz na poszukiwanie sojuszników -> umiejętność proszenia o pomoc w trudnych sytuacjach
– zdobywanie power-upów -> potrzeba wzmocnienia się w chwilach słabości, odnalezienie czynności, które nas wzmacniają
– nagradzanie za codzienne zadania -> rozbijanie celu na mniejsze zadania, wzmacanianie poczucia własnej skuteczności

Osobiście z dużym dystansem podchodzę do tego rodzaju teorii. Chyba jestem za stara… na takie duże uproszczenia. Bo jak wierzyć, że to działa, gdy już się nie jedno przeżyło. Odpowiedzialność przyszła do mnie z bycia mamą. Nie z książki.

Czytając pozostawałam w ciągłej sprzeczności. Uwielbiam grać, ALE.

Na przykład to, że potrzebujesz codziennie podsumować swoje zwycięskie punkty, jest zupełnie dla mnie nienaturalne, dziwne i sztuczne. Uproszczenie do takiego poziomu wydaję mi się zbyt spłaszczone. Nie jestem fanką udawania przed sobą, że muszę się z czymś zmagać dla punktów. Bawienie się w grę w życie, nie wydaję mi się niczym dobrym. W moim przypadku wydaję się dość absurdalne.

Proponowane zadania budziły we mnie wiele podejrzeń. Uczulona jestem na stosowanie takich sformuowań: „no już, zrób to teraz, i jak czujesz”, „no już wyślij to do 10 znajomych, teraz”. Śmierdzi mi to lekko tanimi sztuczkami. Jawi mi się to jako próba manipulacji. Nie zastanawiaj się tylko zrób, a potem myśl. To chyba nie tak powinno działać.

Zmiast wymyślonej gry, w moim przypadku najlepiej działa zdrowy rozsądek:

– najprostsza zasada nie bierz więcej, niż jesteś w stanie udźwignąć na raz
– jesteś autorem własnego życia, nie bój się odpowiedzialności
– pracuj na swój cel codziennie, rozwijaj swoje umiejętności, nie bój się swoich wad
– akceptuj porażki
– staraj się unikać rzeczy, które Ci szkodzą
– nigdy nie wiesz, kiedy spotkasz fajnych ludzi

Bo życie to nie gra w cukierki z Facebooka

Mogę domyślać się, że nastwienie na wynik sprawdzi się u kogoś, kto podchodzi ambicjonalnie. Skoro stworzył zasady, to łatwo za nimi podążać. Czasami wystarczy zacząć. Jeśli „tak jak w grze” włoży wysiłek to czeka upragniona nagroda. W idealnym świecie pewnie by tak się stało, ale życie bywa bardziej skomplikowane.

Uważam, że to nic złego żeby projektować/wizualizować w sobie takie myślenie. Czasem nastawienie potrafi wiele zdziałać. Dla mnie to trochę za mało. Teoria zbyt naiwna.

Z początku autorka starała się trzymać blisko badaniom nad grami i ich wpływom: poztywynym i negatywnym. Przykładów jest zaledwie kilka: Candy Crush, Call of Duty, Framville, a szkoda. Po stwierdzeniu „bycie graczem, a granie w gry” już tylko skupią się nad zaprojektowną grą dla nas i temat badań zrzuca na dalszy plan. Miałam nadzieję, że wątek konkretnych gier będzie bardziej rozbudowany.

W praktyce Super Better jest bardziej średnim poradnikiem motywacyjnym niż książką o grach.

Komentarze